Grecki inwestor w 1999 roku myślał, że mieszka w państwie, którego przynależność do grona państw rozwiniętych „przypieczętuje” wejście do strefy euro, po którym Grecja będzie kontynuować gospodarczy pościg za rdzeniem UE.
Japoński inwestor w 1989 roku był dumny z faktu, że mieszka w państwie cudu gospodarczego, a notująca spektakularne stopy zwrotu giełda jest odzwierciedleniem dynamizmu japońskiej gospodarki i jej rosnącej pozycji globalnej.
Włoski inwestor w 2000 roku był przekonany, że mieszka w państwie należącym do klubu G7, czwartej gospodarce UE i drugiej potędze przemysłowej Europy. Nie spodziewał się, że Włochy staną się podręcznikowym przykładem gospodarczego marazmu w państwie rozwiniętym.
Ćwierć wieku czekania na szczyt
Główny włoski indeks giełdowy FTSE MIB ustanowił historyczny szczyt w marcu 2000 roku, na fali globalnej hossy związanej z bańką internetową. Podobnie jak niemal wszystkie rynki tąpnął po jej pęknięciu. Nie zdołał powrócić do szczytu przed globalnym kryzysem finansowym.
Odbicie po krachu z lat 2008-2009 zostało zakłócone przez kryzys zadłużeniowy w południowej Europie, w którym Włochy „wzięły udział” jako część grupy państw określanej pejoratywnym skrótem PIIGS.
W 2012 roku FTSE MIB ustanowił lokalny dołek, 75% poniżej szczytu z 2000 roku.
W szybkim odbiciu indeksu przeszkadzały problemy ważnego dla włoskiej giełdy sektora bankowego. Potem przyszła pandemia.
Przez całe ćwierćwiecze indeksowi ciążyły stagnacja gospodarcza i zatrzymanie wzrostu produktywności włoskiej gospodarki.
Główny indeks włoskiej giełdy odzyskał szczyt w maju 2026 roku. Od marca 2000 do lipca 2026 roku zyskał 3%. W tym samym czasie S&P 500, który także jest indeksem cenowym, wzrósł o ponad 440%.

Włoski rynek akcji nie był epicentrum bańki technologicznej, a jego wycena z 2000 roku tylko w niewielkim stopniu wyjaśnia jego słabość w następnym ćwierćwieczu. Marazm na mediolańskiej giełdzie trwał długo po tym, jak inne rynki odrobiły straty po pęknięciu bańki.
Włochy wpadły w trwający dekady gospodarczy marazm nie wskutek jednej katastrofy, lecz kumulacji tysięcy niewielkich błędów i niedopasowań – gospodarczych, politycznych i monetarnych.
Dywidendy ratują wynik, ale nie czas
Włoskiego inwestora do pewnego stopnia uratowały dywidendy. W wersji total return indeks FTSE MIB osiągnął w 2012 roku lokalny dołek, „zaledwie” 60% poniżej szczytu z 2000 roku. Trwale pobił szczyt z początku wieku „już” w 2022 roku.
Od 2000 roku FTSE MIB Total Return wypracował stopę zwrotu na poziomie 4% rocznie. Dywidendy uratowały więc włoskiego inwestora przed nominalnymi stratami. Nie oszczędziły mu jednak dwóch dekad słabych wyników, głębokich obsunięć i ogromnych kosztów alternatywnych.
Część czytelników może uznać, że historia FTSE MIB przypomina historię WIG20. Zwłaszcza ta część historii, w której wysokie dywidendy „ratują reputację” indeksu.
Dużo bardziej różnią się historie włoskiego i polskiego inwestora.
Nie tylko giełda stała w miejscu
Włoski inwestor „nie oberwał” tylko od rynku akcyjnego. Włochy są jednym z nielicznych państw w Europie, w których realne, a więc uwzględniające inflację, wynagrodzenia są obecnie niższe niż w 2000 roku.
Realnie Włosi zarabiają o 3% mniej niż w 2000 roku. Polacy zarabiają o 76% więcej. W 2000 roku przeciętna płaca w Polsce odpowiadała około 50% włoskiego poziomu. W 2025 roku było to już około 91%.
Inwestorzy we Włoszech nie znaleźli bezpiecznej przystani na rynku nieruchomości. Realne ceny włoskich nieruchomości są obecnie na tym samym poziomie, na którym były w 2000 roku. W Polsce realne ceny nieruchomości dynamicznie rosły w ostatnim ćwierćwieczu.
Nie ma łatwego sposobu na geograficzne zdywersyfikowanie swojej pensji, ponieważ większość ludzi pracuje tam, gdzie mieszka. Nie można też geograficznie zdywersyfikować głównej nieruchomości.
Portfel aktywów finansowych jest najłatwiejszym do geograficznego zdywersyfikowania filarem życia ekonomicznego inwestora. Można to zrobić kilkoma kliknięciami. Pozostałe filary są przykute do lokalnej gospodarki.



Dodaj komentarz