Holenderska instytucja Hoogheemraadschap Lekdijk Bovendams, zajmującą się utrzymaniem wałów przeciwpowodziowych, szczyci się, że do dzisiaj wypłaca odsetki od obligacji z 1648 r. Tylko zapomina dodać, że wartość tej obligacji i odsetek od niej spadła w międzyczasie o ponad 90 proc.
W jednym z poprzednich wpisów na blogu opisałem historię obligacji wyemitowanej w 1648 r. przez Hoogheemraadschap Lekdijk Bovendams. Oryginalna obligacja została wyemitowana w zamian za 1000 srebrnych guldenów karolińskich, które na potrzeby dzisiejszych wypłat przeliczono na równowartość ok. 2500 zł. Problem polega na tym, że 1000 srebrnych guldenów karolińskich w 1648 r. było warte zdecydowanie więcej, niż 2500 zł.
Ile dokładnie, to zależy od tego, do czego się odniesiemy. W gulden 1 ok. 1650 r. miał ok. 10,3 g srebra, które dzisiaj jest warte ok. 74 zł. Tak więc sam kruszec zawarty w 1000 guldenów dzisiaj wart by był 74 tys. zł. Czyli gdyby zamiast kupować obligacje w 1648 r. inwestor zakopał pieniądze w ogródku, to dzisiaj jego spadkobiercy mogliby je wykopać i zamienić na 74 tys. zł. Pod warunkiem, że były dobrze zabezpieczone przed wilgocią, bo srebro jest podatne na korozję. I może pokryć się czarną patyną albo zielonkawym nalotem, który obniży jego wartość.
Ale patrząc od strony zarobków to te pieniądze warte były jeszcze więcej. Niewykwalifikowany pracownik w Holandii zarabiał wówczas rocznie ok. 300 guldenów. Przyjmując, że pensja dla takiej osoby dzisiaj w Polsce to 70 tys. zł rocznie, oznacza to, że te 1000 guldenów odpowiadało dzisiejszym 233 tys. zł.
Ówczesna wartość nabywcza 1000 guldenów była jeszcze większa. I tak na przykład domy nad kanałem w Amsterdamie kosztowały wówczas od 3000 do 6000, czyli średnio 4500 guldenów. Tak więc 1000 guldenów to było 20-25 proc. ceny domu w stolicy kraju. Dzisiaj takie domy można kupić za 1,5–4 mln euro, czyli średnio 2,6 mln euro. Przeliczając na wartości nieruchomości jakie można było kupić, to 1000 guldenów miałoby dzisiejszą wartość ok. 600 tys. euro, czyli 2,6 mln zł, czyli znacznie więcej niż historyczna wartość obligacji (Uniwersytet Yale w 2003 r. zapłacił za tę obligację 24 tys. euro).
Można się bawić w takie przeliczenia w nieskończoność. Ale już z tych, które zrobiłem wynika, że obligacja straciła ponad 90 proc. siły nabywczej. To jest o tyle ciekawe, że w momencie zakupu obligacji w 1648 r. inwestor nie miał powodu, by taki scenariusz rozważać. Tzn. w systemie, gdzie pieniądze są wymienialne na kruszec ograniczona ilość kruszcu (srebra bądź złota zwykle) stanowi naturalne ograniczenie ilości pieniądza w obiegu. W długim okresie taki system charakteryzuje się stabilnością cen.
Akurat w okresie bezpośrednio poprzedzającym emisję tej obligacji w 1648 r. miała miejsce tzw. rewolucja cen. Tzn. ceny w Europie zachodniej wzrosły w ciągu 150 lat sześciokrotnie. To wydaje się dużo, ale przekłada się na roczną inflację 1,2 proc. Te podwyżki wynikały z napływu złota i srebra z kolonii Hiszpanii: w latach 1531–1631 przedstawiciele tego kraju przywieźli na Stary Kontynent 159 ton złota i 140 tys. ton srebra.
Ale inwestor, który zakupił w 1648 r. obligację Hoogheemraadschap Lekdijk Bovendams przez długi czas robił niezły interes. Okres wzrostu cen właśnie się kończył, bo napływ hiszpańskich kruszców do Europy zaczął gwałtownie spadać. Głównie ze względu na wyczerpywanie się złóż, ale swoje zrobiły także ataki piratów. W efekcie można było się spodziewać, że naturalny ogranicznik ilości pieniądza, jakim są kruszce znowu zacznie działać. I tak się stało. W 1914 r. ceny w Holandii były na podobnym poziomie jak w 1648 r. Tzn. dokładnie rzecz biorąc od 1648 do 1795 ceny były stabilne, w epoce napoleońskiej miała miejsce inflacja, a po 1815 r deflacja. Tak więc przez 270 lat założenie inwestora z 1648 r., że obligacja zachowa swoją wartość okazało się być słuszne.
Co istotne, obligacje w XVII w. Holandii nie kupowało się po to, by się wzbogacić. Pełniły rolę mniej więcej kawalerek w dzisiejszej Polsce, czyli miały zapewnić pasywny dochód na utrzymanie rodziny. I przez 270 lat faktycznie to robiły. Choć pod 270 latach ta rodzina bardzo by się rozrosła. Bo ktoś, kto w 1648 r. miał 40 lat do 1914 r. miałby ok. 20 tys. potomków (zakładamy trójkę dzieci na pokolenie i dziewięć pokoleń). W 1914 r. jednak wszystko się zmieniło. Rządy zawiesiły wymienialność waluty na kruszce i rozpoczęły dodruk pieniądza w taki sposób, by celowo wywołać umiarkowaną inflację, tak 2-3 proc. Po 112 latach takiej polityki wartość nabywcza guldena, a potem euro, które w 2002 r. je zastąpiło, spadła o ponad 90 proc.
Powstaje jednak pytanie: dlaczego właściciele obligacji zgodzili się na obniżkę oprocentowania obligacji z 5 proc. do 3,5 proc., a potem do 2,5 proc. Otóż w warunkach emisji tej obligacji był zapisane, że emitent może ją w każdej chwili wykupić. Kiedy rynkowe stopy procentowe spadły zarząd Hoogheemraadschap Lekdijk Bovendams i jego następcy prawni mogli szantażować inwestorów, że jak nie zgodzą się na obniżkę, to wykupią obligacje. W tym kontekście nazywanie tej obligacji wieczną jest nadużyciem.
W obecnej chwili płacenie odsetek od niej przez holenderską instytucję to jednak świetny interes, ale dla tej instytucji. Bo płacą 2,5 proc. odsetek rocznie w sytuacji, gdy 10-letnie obligacje rządu Holandii dają ok. 3 proc. Choć Holendrzy raczej się na tym nie wzbogacą. Do dzisiaj przetrwało bowiem około pięciu obligacji tego emitenta. I odsetki od nich do równowartość kilkuset złotych rocznie. Ale prawdziwą wartością jest darmowy PR jaki otrzymuje emitent.
Co z tego wszystkiego wynika? Holenderski emitent solidnie wywiązuje się z umowy, którą zawarł w 1648 r. Trudno winić zarząd instytucji zajmującej się budową wałów przeciwpowodziowych o to, że zapadła polityczna decyzja, by co roku po trochu niszczyć wartość pieniądza. Zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii uważają to za złodziejstwo. Z kolei miłośnicy Keynesa sądzą, że państwo miało prawo to zrobić, bo swobodny dodruk pieniądza jest potrzebny do walki z kryzysami.
Mimo radykalnej utraty wartości w ostatnich 112 latach nabywca holenderskiej obligacji z 1648 r. źle na niej nie wyszedł. W okresie, gdy gulden mniej więcej utrzymywał swoją wartość nabywczą, czyli w latach 1648–1914 odebrał w formie odsetek ok. 7100 guldenów, czyli ponad siedem raz więcej niż wpłacił.



Dodaj komentarz